Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem

Trzej przyjaciele z szosy

... tak można by sparafrazować tytuł znanej piosenki Andrzeja Boguckiego, “Trzej przyjaciele z boiska”, mówiąc o naszym eksportowym trio szosowców, których los połączył w ekipie Bora-hansgrohe. 

 

Oprócz startów w barwach jednego z najsilniejszych teamów zawodowego peletonu, w 2020 roku połączy ich coś jeszcze. Tym elementem będzie cykl wyścigów szosowych Hansgrohe Cycling Cup. Będzie to seria trzech wyjątkowych sportowych wydarzeń. 

 

Rozpoczynamy już 18 kwietnia wyścigiem Hotel Ossa Tour by Plus, który odbędzie się w miejscowości Ossa niedaleko Rawy Mazowieckiej. Twarzą wyścigu jest Maciej Bodnar, który zaprosi zawodników do wspólnego, dwudniowego ścigania. W sobotę rywalizację rozpocznie “czasówka” (w przypadku “Bodiego” nie mogło zabraknąć tej dyscypliny), zaś w niedzielę klasyczny wyścig ze startu wspólnego, w którym do wyboru będą 3 dystanse - znajdzie się więc coś dla zawodników o różnym stopniu sportowego zaawansowania.

 

Okolice Rawy Mazowieckiej i Ossy to na pewno teren dla szybkich i mocnych zawodników. Jeśl powieje, na pewno na trasie zobaczymy nie jeden rant, czyli ten element kolarskiego rzemiosła, który tak bardzo “leży” Maćkowi Bodnarowi. Wybór patrona wyścigu Hotel Ossa Tour by Plus jest więc nieprzypadkowy. Sądzimy, że większość z czytających dobrze zna Macieja i jego osiągnięcia, nie zaszkodzi jednak zrobić sobie szybkiej powtórki z niezwykle bogatej i barwnej kariery tego kolarza.

 

“Bodi” jest najstarszym reprezentantem polskiej “mafii” w drużynie Bora Hansgrohe. Wychowanek  klubu KKS Moto-Jelcz Oława, podobnie jak Majka i Poljański, w wieku 20 lat za kolarskim chlebem powędrował na Zachód. Pierwszy kontrakt zawodowy podpisał z zarejestrowaną w Holandii drużyną Team Moser / AH / Trentino. Zabawił tam tylko rok, a następnie rozpoczął swoją ośmioletnią przygodę z teamem prowadzonym przez Włocha Roberto Amadio. Team kilkakrotnie zmieniał nazwę, ale przez fanów kolarstwa znany jest głównie jako Liquigas. Przez lata jazdy dla włoskiej ekipy miał okazję ścigać się u boku takich zawodników jak Vincenzo Nibali, Ivan Basso, Filippo Pozatto czy Peter Sagan. To właśnie przy okazji super-transferu tego ostatniego zawodnika z Cannondale Pro Cycling (bo tak nazywał się wtedy ów team) w 2015 r. Bodnar trafia do Tinkoff-Saxo, gdzie spotyka dwóch młodych zawodników z Polski, czyli nikogo innego niż Majkę i Poljańskiego. 

 

Bodi przez lata swojej kariery rozwijał się jako “luksusowy gregario”, czyli ten, który pomaga liderom ekip w najtrudniejszych momentach. Sam Majka mawia, że gdy na wietrznych etapach schowa się za Maćkiem, czuje się jakby jechał za autem. Ten fakt nie przeszkadzał Bodnarowi w rozwijaniu swojej najmocniejszej strony - jazdy na czas. Maciej to najlepszy polski czasowiec od lat, czego potwierdzeniem mogą być chociażby 4 złote medale krajowych mistrzostw w tej konkurencji. Ale lokalne podwórko to dla niego za mało. Ze świetnej strony pokazywał się też podczas dużych imprez. 8 miejsce w ITT na Mistrzostwach Świata w Richmond w 2015 było pierwszą oznaką tego, że “Bodi” ma dużo wyższe aspiracje, niż koszulka z orłem na piersi. Rok 2016 miał pokazać, że usłyszymy o nim jeszcze nie jeden raz. Sezon rozpoczął się dla Maćka fantastycznie - zwycięstwo w czasówce podczas prestiżowego, belgijskiego wyścigu Driedaagse De Panne-Koksijde. Jednak wkrótce po tym sukcesie przyszedł moment, który mógł poważnie zachwiać jego karierą. Podczas rekonesansu trasy wyścigu Dookoła Flandrii pod koła roweru Bodnara wpada gałąź, blokuje jego koło, kolarz upada poważnie łamiąc szczękę. Będąc w świetnej dyspozycji, miał być głównym pomocnikiem Sagana podczas zbliżającego się “monumentu”. Musiał jednak przerwać treningi i starty na dłuższy czas. Słowak, który wkrótce po tym zdarzeniu triumfował w belgijskim klasyku powiedział na mecie “Maciek, wracaj szybko do zdrowia. To zwycięstwo jest dla ciebie”. Polskiemu zawodnikowi nie pozostało nic innego jak...posłuchać życzeń swojego słowackiego przyjaciela. Do ścigania wraca już na początku czerwca, a pod koniec tego miesiąca zostaje Mistrzem Polski w indywidualnej jeździe na czas. Krótko po tym melduje się we Francji, gdzie rozpoczęła się 103. edycja “Wielkiej Pętli”. 

 

Zadanie Bodnara było jasne - pomoc Peterowi Saganowi. Podobnie jak wcześniej, współpraca słowian układała się wzorowo. Najbardziej wydatnym jej efektem było zwycięstwo Sagana w 11. etapie do Montpellier kiedy to Polak i Słowak zainicjowali brawurową akcję na bocznym wietrze, odrywając się od grupy zasadniczej wraz z Thomasem i Froomem z grupy Sky. Na kilkaset metrów przed metą, wiadomo było, że to z tej czwórki zostanie wyłoniony triumfator jedenastego dnia zmagań TdF 2016. Saganowi bardzo zależało na tym, by to właśnie Maciej stanął na najwyższym stopniu podium - tak chciał odpłacić swojemu koledze za morderczą pracę w przeszłości. Niestety, Chris Froome, walczący o każdą sekundę w klasyfikacji generalnej wyścigu nie chciał przystać na takie rozwiązanie i rozpoczął finisz. Mimo, iż w normalnych okolicznościach Bodnar pewnie nie miałby by problemu by “objechać” na finiszu urodzonego w Kenii zawodnika, to ostra praca w trakcie całego etapu doszczętnie wyczerpała go z resztek energii. Saganowi nie pozostało nic innego jak zafiniszować i wygrać. “Bodi” minął linię mety jako trzeci, odnosząc tym samym jeden ze swoich najbardziej spektakularnych rezultatów w wyścigach ze startu wspólnego. Łatwo można by stwierdzić, że był to jego najlepszy wynik, ale wszyscy wiemy, że najbardziej liczą się zwycięstwa. To pierwsze w imprezie rangi World Tour przyszło niespełna rok wcześniej, kiedy Bodnar triumfował na 4 etapie Tour de Pologne z Jaworzna do Nowego Sącza. 

 

“Rozgrzany” wynikami w Tour de France “Bodi” po krótkim czasie stawił się w Rio, gdzie miał wziąć udział w wyścigu ze startu wspólnego i indywidualnej jeździe na czas. “Wspólnego” nie ukończył - ale nie takie miał zadanie. Zrobił to co do niego należało - wykonał kawał roboty dla późniejszego brązowego medalisty i kolegi z zawodowego teamu - Rafała Majki. Pazur pokazał za to w ITT - wywalczył 6. miejsce, najlepsze w historii startów Polaków na tego typu imprezie. Słodko-gorzki sezon 2016 Maciej zakończył startem Mistrzostwach Świata w katarskim Doha. Tym razem ukończył “start wspólny” (40 miejsce), ale największy “show” zrobił  w czasówce. Czwarte miejsce ze stratą jedynie 6 sekund do trzeciego Hiszpana Castroviejo to historyczny wyczyn - jeszcze nigdy wcześniej, żaden Polak nie był tak wysoko w klasyfikacji końcowej Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie. “Złe dobrego początki” mógłby powiedzieć Maciej, spoglądając z perspektywy czasu sezon 2016. Nowy rok, nowa ekipa, ale dużo tych samych twarzy. Maciej powędrował do teamu Bora-Hansgrohe wraz z Majką i Poljanem, choć w zasadzie trzeba byłoby powiedzieć, że głównie za Peterem Saganem, bo to Słowak nie wyobrażał sobie składu nowego zespołu, bez swojego dobrego kolegi z Dolnego Śląska. 

 

W kolejnych latach Maciej Bodnar powiększał swoje palmares. W 2017 roku historyczny triumf na 20. etapie Tour de France (indywidualna na czas) oraz srebrny medal Mistrzostw Europy w tej samej konkurencji. Rok później - dwa medale Mistrzostw Polski - złoto i koszulka w ITT oraz 2. miejsce we wspólnym. Zeszły sezon to zaś szósty (!) już “koszul” Mistrza Polski w jeździe na czas w karierze seniorskiej. 

 

Sezon 2020 rozpoczyna już 26 stycznia w argentyńskim wyścigu Vuelta a San Juan Internacional, a do Ossy przybędzie tuż po prestiżowym Paris-Roubaix, w którym najprawdopodobniej weźmie udział, pomagając Saganowi w jego próbie odniesienia drugiego zwycięstwa w tym wyścigu. Piekło Północy to przewrotny wyścig i być może to właśnie “Bodiemu” będzie dane zagrać w nim pierwszoplanową rolę? 

 
Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner Partner